|
Lublin, 2 listopada 2010 r.
Pani Małgorzata Bielecka – Hołda Redaktor Naczelna
Gazeta Wyborcza w Lublinie
oraz Czytelnicy Gazety Wyborczej w Lublinie
Oświadczenie
W związku z tym, że Lubelski Klub Jeździecki ponownie (chyba już szósty raz w ciągu ostatnich 6-ciu m-cy) stał się obiektem zainteresowania dziennikarzy Gazety Wyborczej w Lublinie, szczególnie pana Karola Adamaszka, i po raz kolejny pan Karol Adamaszek mija się z prawdą, przedstawiając sytuację Klubu, postanowiliśmy wyprowadzić opinię publiczną z błędu.
W ostatnim artykule „Sąd zawinił, kuratora w LKJ nie ma” z dnia 29 października 2010 roku, redaktor Karol Adamaszek twierdzi ponownie m.in., że pierwsza gonitwa na odbudowywanym torze wyścigów konnych nie odbyła się we wrześniu tego roku z powodu „dwuwładzy” w LKJ, oraz, że tor ruszy najwcześniej wiosną. Wspomina również, że Klubem „targają spory między (bliżej nieokreślonymi) członkami Klubu”. Oświadcza również stanowczo, powołując się na decyzję administracyjną SKO, że w LKJ powinny się odbyć nowe wybory, i że przeprowadzić może je jedynie kurator wyznaczony przez Sąd. Pozwala sobie również na ocenę, że LKJ nie ma kuratora z winy Krajowego Rejestru Sądowego. Następnie twierdzi, że „brak kuratora bulwersuje członków Klubu”, ponownie bliżej nieokreślonych. Jako główny powód owego „zbulwersowania” nieokreślonych członków LKJ, pan redaktor podaje wysyłanie do osób zalegających z opłatami wobec Klubu wezwań do zapłaty przez administratora Klubu. Na końcu pozwala sobie, przekręcając wypowiedź, „zacytować” prezes LKJ, Annę Głębocką, dodatkowo ujmując słowo prezes w cudzysłów, sugerując zapewne, że jest prezesem „na niby”.
W związku z powyższym, chcemy zdementować zawarte w artykule informacje, oraz odnieść się do ogólnej postawy pana Adamaszka wobec LKJ, jaką prezentuje czytelnikom Gazeta Wyborcza od niemal pół roku. Pozwalamy sobie również zauważyć, że nie jest to pierwszy przypadek, kiedy Pan Adamaszek upatruje sobie „ofiarę” i mija się z prawdą.
Po pierwsze, pierwsza gonitwa na odbudowywanym torze wyścigów konnych nie odbyła się we wrześniu 2010 roku, ponieważ od początku był to termin nierealny. Proszę zauważyć, że termin ten podany był na jesieni 2009 roku, jeszcze przed nawiezieniem ziemi do wymaganego poziomu. Pod koniec podnoszenia terenu, w maju 2010 roku, LKJ zamówił opinię niezależnej zewnętrznej firmy, która określiła minimalny czas potrzebny do przygotowania toru na dwa lata. Taki sam termin określili też pracownicy totalizatora sportowego podczas wizyty w LKJ we wrześniu 2010 roku. Tak więc z góry uprzedzamy, że na wiosnę gonitwa również się nie odbędzie.
Po drugie, w Klubie nie ma „dwuwładzy”. „Dwa zarządy LKJ” występują tylko w artykułach Gazety Wyborczej. Poprzedni zarząd Klubu zakończył kadencję 1 kwietnia 2010 roku. Koniec. Kropka. Po tym dniu nikt nie mógł już nowych członków LKJ zapisywać. 25 kwietnia 2010 roku członkowie Klubu wybrali nowy zarząd (głosowało ponad ¾ wszystkich członków LKJ uprawnionych do głosowania). Od 25 kwietnia 2010 r jest nowy zarząd. Koniec. Kropka.
Późniejsze zachowania byłego prezesa LKJ, dostarczanie przez niego do Urzędu miasta dokumentów i oświadczeń poświadczających nieprawdę, oraz uzyskanie przy ich pomocy wpisu do ewidencji, są zapewne bardzo interesujące, powinny nawet zainteresować Prokuraturę, ale na pewno nie oznaczają „dwuwładzy w LKJ”. Oznaczają raczej nieznajomość prawa i gubienie się w przepisach przez Wydział Sportu Urzędu Miasta, który od pół roku nie może sobie poradzić ze sprawdzeniem liczby i nazwisk członków Klubu, chociaż ma wszystkie do tego potrzebne dokumenty: statut LKJ, legitymacje członkowskie LKJ, dowody opłacania składek członkowskich, raporty kasowe i wyciągi z banku. Zamiast dokonać zmian w ewidencji, Wydział Sportu UM wypowiadając się obrazowo „gra z klubem w ping-ponga”, upierając się – albo poprzedni prezes, albo żaden.
Po trzecie, członkowie Klubu twierdzą, że nie zauważyli, aby Klubem targały spory między nimi. Może pan redaktor zechciałby łaskawie przybliżyć, spory których konkretnie członków targają Klubem? I na czym to „targanie” polega?
Po czwarte, pan redaktor prezentuje całkowitą ignorancję w przedmiocie obowiązującego w Polsce prawa, utrzymując, że ocena Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które jest instancją odwoławczą od decyzji Urzędu Miasta na drodze administracyjnej, oznacza, że LKJ nie posiada zarządu w ogóle. Otóż postanowienia SKO dotyczą decyzji administracyjnych dot. ewidencji prowadzonej przez Urząd Miasta, a nie posiadania przez LKJ zarządu. Stowarzyszenia dokonują wyboru zarządu głosami większości członków (czyli uchwałą walnego zebrania), a nie wpisem do ewidencji wyników wyborów. SKO nie jest sądem, żeby uchylać uchwały stowarzyszeń, tak samo jak i Urząd Miasta sądem nie jest.
Wniosek do sądu oczywiście Urząd Miasta zawsze może złożyć, najwyżej zostanie odrzucony. Ciekawi jesteśmy, w jaki sposób KRS miałby wyznaczyć kuratora Lubelskiemu Klubowi Jeździeckiemu z powodu braku zarządu (bo wtedy wyznacza się kuratora), w momencie, kiedy LKJ posiada zarząd wybrany głosami większości członków uprawnionych wg statutu LKJ do głosowania. Może pan redaktor Adamaszek ma jakiś pomysł?
Po piąte, z artykułu wynika, że to Krajowy Rejestr Sądowy jest winny temu, że LKJ nie ma kuratora. No cudownie. To chyba Wydział Sportu nie uiścił opłaty przy składaniu wniosku? Potrzebował przypomnienia? Praktyką Urzędu jest nie płacić do momentu, aż przyjdzie wezwanie do zapłaty? Zresztą KRS wcale nie przysłał omyłkowo do Klubu wezwania do zapłaty, tylko decyzję do wiadomości Klubu o zwrocie wniosku Wydziałowi Sportu o wyznaczenie kuratora z powodu nieuiszczenia opłaty przez Wydział Sportu UM, więc kiedy już Urząd zapłaci, wtedy KRS będzie mógł ponownie zwrócić wniosek Urzędowi z powodu jego bezzasadności. Zapewne wtedy przeczytamy artykuł „Wciąż nie ma kuratora dla LKJ. Zawinił Zarząd LKJ. Bo istnieje.”, autorstwa pana Karola.
Po szóste, członkowie Klubu nie są zbulwersowani brakiem kuratora. Członkowie Klubu są zbulwersowani wnioskiem Urzędu Miasta o ustanowienie kuratora, bo kuratora nie potrzebują, i nie uśmiecha im się opłacanie kuratora z majątku Klubu, którego rola sprowadziłaby się do przeprowadzenia zebrania w identycznym składzie i z identycznym wynikiem jak poprzednie zebranie. A już z pewnością nie są zbulwersowani wysyłaniem przez administratora, etatowego pracownika Klubu, wezwań do zapłaty osobom zalegającym z opłatami! Osoby te zalegają z opłatami od dawna i zalegały jeszcze za kadencji poprzedniego zarządu. Brak działań w tej sprawie ze strony poprzedniego zarządu był jednym z licznych powodów zmian w składzie zarządu LKJ!
Po siódme i ostatnie – prezes Głębocka podkreśliła w rozmowie telefonicznej, że do zarządu wybrała ją większość wszystkich uprawnionych do głosowania członków LKJ, a nie tylko większość obecnych na walnym zebraniu. Pan Adamaszek chciał zasugerować ponownie, że jakaś grupka członków LKJ zrobiła sobie po cichu zebranko i wybrała „zarząd”. Dlatego „prezes” Głębocka, a nie prezes Głębocka. Otóż nie! Zebranie zostało ogłoszone publicznie, nawet na portalach internetowych. A na zebraniu było ponad ¾ wszystkich (tj. obecnych i nieobecnych) członków LKJ uprawnionych do głosowania (tj. pełnoletnich i płacących składki). Więc nie ma się co dziwić, że prezes Głębocka jest prezesem LKJ.
A tutaj kilka przykładów „rzetelności” dziennikarskiej pana redaktora Adamaszka:
W artykule "Akcja w sanepidzie. Moda na zakładanie kajdanek” z dnia 29 sierpnia 2009 roku w którym redaktor imputuje policjantom określone zachowanie, dowiadujemy się o rzekomych nadużyciach ze strony Policji podczas czynności procesowych w lubelskim sanepidzie. Okazało się, że przytaczane w artykule wypowiedzi i okoliczności nie były zgodne z prawdą. Osoby „cytowane” przez pana redaktora były zaskoczone, czytając swoje rzekome wypowiedzi w prasie.
„Uchodźcy, nie terroryści” - 22 października 2010 r pan Adamaszek ponownie „zaatakował” Policję w Lublinie, przekręcając wypowiedzi pani Prezes Fundacji „Ocalenie”, prowadzącej szkolenia dla policjantów, imputując lubelskim policjantom niechęć do uchodźców, w tytule sugerując wręcz, że uchodźcy traktowani są jak terroryści. Prezes Fundacji przesłała do Red. Nacz. GW w Lublinie pismo opisujące nierzetelność i manipulację autora artykułu, który przekręcił jej wypowiedzi „cytując” ją w artykule.
Podobne „przystosowywanie” wypowiedzi miało również miejsce w artykułach „Kto zdobył miliony dla Lublina” („Gazeta Wyborcza Lublin” z dnia 16 czerwca 2008 r.) i w tekście „Prezydenckie kuszenie Żuka” (26 maja 2009 r). Za każdym razem „cytowane” osoby wystosowywały oświadczenia, w których wskazywały, że pan redaktor przekręcał podawane przez nie informacje. Zapewne, żeby pasowały do kreowanego przez niego negatywnego obrazu „atakowanej” instytucji.
Od niemal pół roku Gazeta Wyborcza upatrzyła sobie na „ofiarę” Lubelski Klub Jeździecki w Lublinie. I, podobnie jak pozostałe obiekty zainteresowania pana Adamaszka, nie możemy się oprzeć wrażeniu, że jest to działanie zamierzone i nieprzypadkowe. Ciężko nam tylko zrozumieć, komu zależy na wykreowaniu i utrzymaniu od pół roku negatywnego wizerunku Klubu.
Pan Adamaszek nie raczył oczywiście napisać, że Klub działa cały czas normalnie, że już po wybraniu nowego zarządu przeprowadził remonty stajni i budynku administracyjnego, że od maja przeprowadził ponad 1500 lekcji jazdy konnej, że w lecie zorganizował półkolonie w siodle dla ponad setki dzieci, że pierwszy raz od kilku lat odbył się w LKJ festyn z okazji dnia dziecka, że w maju odbyły się zawody w skokach przez przeszkody, że konie z LKJ brały w czasie wakacji udział w spektaklach dla dzieci Teatru Andersena, że z wizytą w LKJ były dzieci z terenów popowodziowych, że cały czas dzieci i młodzież mogą udzielać się społecznie w klubie i nieodpłatnie korzystać z klubowych koni w ramach członkostwa w klubie.
Nie, pan Adamaszek w swoich artykułach jest za to zbulwersowany, jak klub może dopominać się spłacenia wielomiesięcznych zaległości od dwóch notorycznie zalegających z opłatami użytkowników budynków LKJ, którzy nagle wpadli na pretekst uchylania się dalej od płacenia za pomieszczenia, które użytkują. Ciekawe, co było dla nich przeszkodą, zanim zmienił się zarząd? Bo obie osoby miały już kilkumiesięczne zaległości pod koniec kadencji poprzedniego zarządu, a obie, jak twierdzą, dysponują koniecznymi funduszami. Rozumiemy, że wg pana redaktora Klub może płacić za wywóz nieczystości, prąd i wodę doprowadzane i odprowadzane z owych pomieszczeń, ale użytkownicy płacić już nie muszą? Jakaż wygoda! Wybierzemy się chyba do nich z kwiatami i podziękowaniem, że raczą korzystać z usług LKJ.
Z ostatniej chwili: właśnie dowiedzieliśmy się z kolejnego artykułu pana Adamaszka, że KRS wyznaczył ku naszemu zdumieniu kuratora pomimo posiadania przez LKJ zarządu. Lubelski Klub Jeździecki od pół roku toczy z Urzędem Miasta spór, a KRS wyznacza na kuratora….. pracownika Urzędu Miasta! Na szczęście decyzja nieprawomocna. Będziemy oczywiście zaskarżać, ale pojawia się subiektywne odczucie: prawo to fikcja, liczą się układy i pieniądze.
A oto wyniki zainteresowania Gazety Wyborczej w Lublinie Lubelskim Klubem Jeździeckim:
Awansowaliśmy chyba na wroga publicznego nr 1 – co złego, to my.
Pozdrawiamy Gazetę Wyborczą, szczególnie pana redaktora Karola Adamaszka,
i dziękujemy za tak długotrwałe zainteresowanie,
Zarząd LKJ
Członkowie LKJ.
|